Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowa Przystań.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowa Przystań.. Pokaż wszystkie posty

Rozdział jedenasty

To był najlepszy spektakl, jaki widziała w całym swoim życiu. Aya nie mogła oderwać wzroku od sceny, na której aktorzy dawali popis mistrzostwa swego fachu. Każde drganie mięśni twarzy, każdy ruch ręką czy nogą było tak wyćwiczone i naturalne, że zdawali się oni być kawałkiem odrębnego świata, w którym zdarzenia są całkowicie niezależne od reżysera.
Ale były. Immamura bez jakichkolwiek wątpliwości pasował do określenia „Ojca epoki współczesnej sztuki”. Z zapartym tchem i paczką chusteczek przy boku przeżywała każdy akt podwójnie, pełniej niż inni.
Nie zwracała uwagi na Hideo, który wpatrywał się w scenę z mniejszym skupieniem niż ona, a także od czasu do czasu rozglądał się po bokach, jakby szukając czegoś interesującego.
Może, gdyby zechciała użyć swojej wrodzonej czujności zamiast głębokiego zachwytu nad sztuką zdołałaby dostrzec, że chłopaka ani trochę nie interesuje to, co dzieje się na scenie. Co więcej, od czasu do czasu dyskretnie ziewa.
Ale Aya Enoki była w swoim świecie. Jej oczy pałały blaskiem mistycznego wzruszenia, a kiedy po spektaklu mieli wstęp za kuli i mogła zobaczyć słynnego Immamure na własne oczy, Hideo całkowicie zatracił jej umyśle miano podejrzanego typka, a stał się kimś wyjątkowym, kto dał przepustkę do świata bajki.
— Nawet nie wiesz, jak jestem ci wdzięczna! — westchnęła głośno, nieświadomie łapiąc go dłońmi za łokieć, kiedy szli wzdłuż ulicy wczesnym wieczorem. Osaka budziła do nocnego życia milionami neonowych świateł, które błyszczały i poruszały się żywo na reklamowych tabloidach. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach spalin, a kiedy mijali jakąś knajpkę do ich uszu dolatywała zachęcająca muzyczka.
Hideo uśmiechnął się nieznacznie pod wpływem bliskości dziewczyny i pomyślał, że nareszcie wszystko nabiera odpowiedni kierunek, że już niedługo spełni wole ojca i wróci do Hon Kongu.
— To ja jestem ci wdzięczny — odparł poważnym głosem, rozglądając się gdzieś po ulicy. Zdołał już pojąć, że Aya nie lubi nachalności, że więcej zyska będą mniej dostępnym. — Spędziłem ten czas bardzo przyjemnie, to twoja zasługa.
— Och, raczej Immamury! — Machnęła ręką, ale komplement sprawił jej przyjemność. Pomimo wysokich szpilek trzymała tempo i ani na chwile nie musieli zwalniać. Hideo zastanawiał się, jak to możliwe, by ktokolwiek był w stanie ujść w takich butach. Za każdym razem Aya wyglądała jak pusta panienka z bogatego domu, która panikuje, gdy wysiądzie jej telefon. Ten cały Immamura ani trochę do niej nie pasował, a Hideo musiał przyznać, że to zmieniało postać rzeczy. Być może, Aya nie była aż tak głupia, za jaką ją uważał. Nie mniej, nadal utrzymywał w sobie przekonanie, że nie zdołałby się w niej zakochać.
Miała na sobie białe futerko, kusą spódniczkę, a na ramionach podrygiwał jej starannie ułożony kucyk, zaś w uszach diamentowe kolczyki – pewnie warte fortunę. Cała Aya. A jednak, kiedy uśmiechała się na wspomnienie teatru, coś w jej oczach było żywe i szczere, dalekie od powierzchowności, a bliskie sprawom ducha.
Hideo dotknął jej palców, znajdujących się w zagłębieniu jego łokcia i kiwnął głową.
— Masz racje, kto dorówna Immamurze? Ale było miło, ponieważ dałaś mi szansę. To wiele dla mnie znaczy zwłaszcza, po tym, jak dałem ci w kość.
Uśmiechnęła się tajemniczo, nieco zaczepnie, po czym roześmiała się.
— A owszem, niezły był z ciebie palant!
— Był? — Podchwycił z nadzieją, unosząc brew.
Chwile się wahając, przytaknęła.
— Teraz jesteś całkiem spoko. Mogłabym nawet…
— Nawet co? — Drążył z rozbawieniem.
— Mogłabym nawet cię polubić.
— Rozumiem zatem, że póki co jeszcze to się nie stało?
— No wiesz, trzeba trochę więcej, by zdobyć przychylność Ayi Enoki — rzekła z dumą, unosząc nieznacznie podbródek.
Miał ochotę w tym momencie prychnąć, bo przecież uwiedzenie jej z każdą chwilą stawało się dziecinnie proste, ale musiał grać.
— Zauważyłem, ale to mi właśnie w tobie imponuje. Jesteś dziewczyną z charakterem. W Japonii mało takich.
Udała, że komplement zupełnie ją obszedł, ale Hideo nie przeoczył delikatnego rumieńca, pokrywającego z wolna jej policzki. Doszedł do wniosku, że wygląda wówczas bardzo ładnie i powinna częściej okazywać tego typu emocje, a nie tylko złościć się, prychać, a do tego wyzywać wszystkich naokoło niczym rozjuszona kotka.
Nagle Aya zatrzymała się i uniosła głowę ku szyldowi nad wejściem.
— Wejdziemy? Umieram z głodu. — Mówiąc to, znacząco dotknęła brzucha.
Tak, właśnie tego było mu trzeba, naocznego dowodu, że Aya już należy do niego. Hideo tłumiąc w sobie zwycięski uśmiech, przyjaźnie kiwnął głową.
— Z chęcią, uwielbiam wegańskie pizze.
— Kłamca! — Aya popatrzyła na niego z żartobliwym oburzeniem.
Oboje się roześmiali.

***

— Albo mam coś z oczami, albo przed naszym domem stoi motor i to jakiej klasy!
Tetsu z lekkim zdziwieniem wszedł do restauracji, gdzie Ruri pichciła właśnie smakołyki dla dwóch gości, siedzących przy stole. Na widok syna uśmiechnęła się szeroko.
Jednak to nie ona odpowiedziała na jego spostrzeżenie lecz Sarota, która weszła tuż za nim, mając przewieszone przez ramie łyżwy.
— Nie jest nasz tylko tego chłopaka, który zajmuje twój pokój.
Tetsu zmierzył ją uważnym spojrzeniem. Wydawała się blada i przygaszona. Wiedział, że siostra od śmierci ojca nigdy nie okazywała zbyt wielkiej radości, ale tym razem smutek zdawał się ją przytłaczać.
— Jaki on właściwie jest? — zainteresował się, mając niejasne przeczucie, że humor siostry wiązał się jakoś z nowym domownikiem. — Daje wam w kość?
— Tetsu! — Matka skarciła go, odrywając się od gotowania. — Nie bądź niemiły. Hideo to uprzejmy młodzieniec.
— Ty masz o każdym dobre zdanie, mamo — zauważył znacząco.
Sarota usiadła przy stole, a Ruri podała jej kolacje, obsłużywszy uprzednio klientów.
— Mama ma racje  — wtrąciła się dziewczyna. — O dziwo, chociaż ma bogatego ojca, nie wywyższa się.
Tetsu jakoś nie potrafił w to uwierzyć. Miał przed oczami Ayie Enoki, ona bez wątpienia była bogata i wprost proporcjonalnie do bogactwa próżna. Może i nie wszyscy wpisywali się pod tą samą kreskę, ale, jak na razie, miał dość bogaczy, a co gorsza, jutro miał się znowu z nią spotkać i gdzieś zabrać – najdziwniejsze z życzeń jej matki, która uważała, że w plenerze jej córka lepiej przyswoi wiedzę.
— Więc, gdzie on teraz jest? — spytał, rozglądając się na boki. Nigdy go nie wiedział i był strasznie ciekawy jego wyglądu.
— A licho wie! — Ruri machnęła ręką. — Dziękuje bogom, że nie pojechał na tej swojej diabelnej maszynie, reszta już mnie nie obchodzi. Jego ojciec kazał dać mu swobodę i nie wtrącać cię, tak też robię. A i on sam jakoś skory do gadania nie jest. Teraz, jak tak się nad tym zastanowię, to strasznie zamknięty w sobie jest. Nie da się do niego dotrzeć.
Słysząc to, Tetsu nabrał podejrzeć. Matka była osobą, której niewiele trzeba było, aby uznała kogoś za wcielenie dobroci, a każdą wadę potrafiła usprawiedliwić na milion sposobów. Zaś Sarota nigdy nie była na tyle odważna, by się komuś sprzeciwić, toteż zaczął się obawiać, że obie znalazły się pod wpływem podejrzanego chłopaka.
Nagle drzwi rozsunęły się, a do środka wszedł nie kto inny jak Hideo. Tetsu domyślił się, że to on po sposobie, jakim się poruszał. Bez wątpienia stanowił część tego domu i czuł się tu, jak u siebie.
Na chwile przystanął, zauważywszy, że w restauracji jest ktoś nie będący klientem. Obaj chłopcy zmierzyli się bacznymi spojrzeniami, których siłę rażenia przerwała Ruri.
— Hideo, cieszę się, że już jesteś. — Podeszła do niego i otoczyła ramieniem niczym własne dziecko. — Jesteś głodny, co?
— Bardzo dziękuje, ale chętnie położę się już spać — odpowiedział uprzejmie, nienaganny w zachowaniu, ale także zdystansowany i odpychający w postawie.
— No dobrze, jak chcesz. — Ruri westchnęła zwiedziona, aż nagle się ocknęła. — Poznaj proszę mojego syna, Tetsu Amura.
Hideo uwolnił się z pod ramienia kobiety i skłonił się przed chłopakiem sztywno i bez emocji, po czym bezceremonialnie udał się na piętro, nie zważając na nikogo.
— Nadal utrzymujecie, że to fajny gość? — zapytał Tetsu z nieukrywaną niechęcią. Wystarczyło tylko, że spojrzał na Hideo, a już go nie lubił.
— Och daj spokój! — Sarota niespodziewanie podniosła głos. — Wcale go nie znasz! Nic o nim nie wiesz, a wydajesz osądy!
Wyraziwszy swą złość, która wywołała w kącikach jej oczu drobne łzy, uderzyła pałeczkami o brzeg kwadratowego talerzyka. Zarówno matka jak i Tetsu popatrzyli na nią z przerażeniem. Wiedziała, że rzadko dawała popis tego typu wybuchom złości, toteż wcale im się nie dziwiła, ale również nie żałowała powiedzianych słów.  
— Jutro masz eliminacje? — Tetsu podjął się nowego tematu, przeświadczony, że to właśnie z tego powodu siostra straciła władze nad emocjami.
Sarota ze wstydem przygryzła wargę, wzdychając nad jedzeniem.
— Tak.
— Głowa do góry. Przecież jesteś najlepsza. — Potrząsnął ją za ramie z uśmiechem, ale nie odebrała tego, jako krzepiący gest. Kochała Tetsu, ale nie umiała już pielęgnować ich relacji. Pogubiła się we własnym świecie.
Widząc jej chłodną reakcje, cofnął dłoń i wsadził do kieszeni spodni.
— Może ty coś zjesz? — Ruri spojrzała na syna z troską.
Wiedział, że gdyby odmówił, sprawiłby matce przykrość, toteż przytaknął.

***

Sarota weszła do przebieralni i ze złością rzuciła łyżwy pod ławę. Następnie usiadła na niej, chowając twarz w skrzyżowanych ze sobą ramionach.
Była tak blisko sukcesu. Przecież poszło jej dobrze. Perfekcyjnie wykonała wszystkie piruety, ani na chwile nie zapomniała trzymać nienagannej postawy, sunęła po lodzie lekka jak piórko, i to nie wystarczyło.
Na krajowe eliminacje Juniorów miała pojechać inna dziewczyna. Kiedy usłyszała decyzje trenerki, chciała zapaść się pod ziemie. Od początku roku szkolnego wiązała z eliminacjami duże nadzieje, prawdę mówiąc wierzyła, że osiągnie sukces. Tymczasem, zmagała się z goryczą porażki.
Dlaczego? Dlaczego kompletnie nic jej nie wychodziło? Fakt, na łamach szkoły mieli wystawiać jej sztukę, ale Sarota napisała ją tylko i wyłącznie na prośbę Sensei Aoi, która zawsze uważała, że ma lekkie pióro. Ale dla Saroty nie miało to znaczenia, podobnie jak nie obchodziły ją sukcesy w nauce. Była wybitnie zdolna, miała to w genach razem z Tetsu. Oboje przyszli na świat uzdolnieni i stworzeni do poszerzania wiedzy. Inaczej w życiu nie dostaliby się do tak prestiżowej szkoły jak ta, ale dla Saroty liczyło się tylko łyżwiarstwo. Czy na zawsze miała pozostać w ciele nudnego, zakompleksionego kujona?
Nie mając wpływu na swoją przyszłość, przebrała się w normalny strój i, skrętnie ukrywając w sobie rozpacz, wyszła ze szkoły. Oślepiający blask słońca sprawił, że prawie się potknęła i wywaliła. Gdy odzyskała równowagę zobaczyła, Nakamę stojącą naprzeciw.
— Nakama- san — wyszeptała ze zdumieniem, ściskając w dłoni szkolną teczkę.
Przyjaciółka spoglądała na nią chmurnie, miętosząc z niezadowoleniem dolną wargę.
— Myślałam, że będziesz inna. — Usłyszała cierpki ton jej głosu.
— Co chcesz przez to powiedzieć? — Sarota zmarszczyła brwi, czując niepokojący uścisk w podbrzuszu.
— Jak mogłaś dać Ayi tę rolę, co?! — Przyjaciółka krzyknęła jej prosto w twarz z taką pogardą, że aż skurczyła się w sobie.
— Ja… mogę to wyjaśnić — rzekła ze skruchą.
— Nie chcę twoich wyjaśnień! — Nakama machnęła lekceważąco ręką. — Bo i co tu wyjaśniać? Umawiałyśmy się inaczej! Miałaś wreszcie się zemścić na tej diablicy! Aya nie zasługuje na tę role, obie o tym wiemy!
Sarota słuchała tego ze spuszczoną głową. Gdy wreszcie miała szanse coś powiedzieć, odezwała się szeptem.
— Przepraszam. Miałam powód, by ją wybrać. Hideo mnie o to prosił.
— I był on ważniejszy ode mnie? — zapytała przyjaciółka z niedowierzaniem. — Kiedy nauczysz się atakować, a nie tylko być ofiarą, co? Nigdy niczego nie osiągniesz, jeżeli w dalszym ciągu będziesz taka kochliwa! Zawiodłam się na tobie! Nie dzwoń do mnie z łaski swojej! — warknęła Nakama i oddaliła się z furią.
Sarota jeszcze chwile stała jak odrętwiała. Wiatr delikatnie przemykał między kosmykami jej włosów, czuła się upokorzona prawdą. Nakama miała racje, to właśnie z powodu słabości swojej duszy nie udało jej się wygrać eliminacji, była zbyt miękka, za mało charakterna, pozwalała ludziom wodzić się za nos. Wszystko, czego pragnęła wymykało się jej z rąk. Nawet Hideo.
Wtedy padł na nią cień Ryu. Gdy podniosła na niego wzrok, stał w niedbałym rozkroku, z palcami wsuniętymi za kieszenie spodni. Po jego wargach błąkał się łobuzerski, pewny siebie uśmiech. Niejednej kobiecie zaparłoby dech w piersiach lecz Sarota już dawno wyzbyła się szczeniackich uczuć wobec niego.
— Ryu? Co tu robisz? — zapytała głupkowato, z zażenowaniem zakładając kosmyk za ucho.
— Mieliśmy się umówić, zapomniałaś? — Wzruszył ramionami, a potem zbliżył się. Prawie stykali się ramionami, na co Sarota zerknęła z niepokojem.
— Nie zapomniałam — wykrztusiła, rumieniąc się.
— Dobrze, bo przyszedłem ustalić jakieś szczegóły. Co powiesz na to, abym zrobił ci niespodziankę?
— Nie-niespodziankę? — zdziwiła się.
— Aha. Zabiorę cię w pewne, cudowne miejsce, ale to będzie niespodzianka.
— W takim razie, gdzie mamy się spotkać? — Próbowała zrozumieć o co mu chodzi.
— Niedaleko szkoły jest taki stary magazyn. Możemy spotkać się tam jutro po szkole i stamtąd zabiorę do tego sekretnego miejsca.
Nie spodobał się jej ten pomysł. Nie zdołała jednak mu odmówić. Przecież kilka tygodni temu na podobną propozycje zareagowałaby radosnym omdleniem lub wrzaskiem podniecenia. Teraz odczuwała jedynie rezygnacje. Jednak nie mogła zaprzepaścić takiego wyciągnięcia dłoni od losu. Nie było bowiem wątpliwości, że wreszcie się on do niej uśmiechnął. Zawsze chciała umówić się z Ryu i teraz miała szansę, jak nigdy w życiu.
— Zgoda. — Przytaknęła wbrew sobie. Przecież nie może być, aż taką nieudacznicą!
— Świetnie, to do zobaczenia. — Mrugnął do niej zaczepnie, po czym odszedł do kolegów, z którymi ruszył do domu.
I wtedy podszedł do niej Hideo. Jak zwykle na nią czekał mimo, iż nie uczęszczał na żadne dodatkowe zajęcia i mógł wyjść wcześniej, gdy ona szła na treningi. Doceniała to, ale dzisiaj uśmiechnęła się do niego jedynie przelotnie.
— Szykuje się randka? — zapytał z rozbawieniem, odprowadzając Ryu spojrzeniem.
— Można tak powiedzieć — odpowiedziała, mając nikłą nadzieje na wzbudzenie w nim zazdrości. Jednak pozostał niezmienny w wyrazie twarzy, chociaż oczy miał poważne jak zawsze, przez co z trudem dało się wyczytać z nich jakieś emocje.
— Świetnie, to co dzisiaj wsiadasz na motor? Nie będziemy przecież chodzić pieszo, jak wcześniej — żachnął się.
— Nie chcę. — Pokręciła głową, robiąc krok w tył. — Boje się tej twojej piekielnej maszyny.
— Mówisz zupełnie, jak twoja matka — Roześmiał się, a potem wzruszył ramionami. — Twoja sprawa, to cześć.
Patrzyła, jak odchodzi, zastanawiając się, dlatego w takim razie na nią czekał? Czy nie mógł po prostu odjechać wcześniej?
W jej sercu pojawiła się tęsknota i żal

.....................................................
Znowu rozdział fabularnie przejściowy. Mimo wszystko, mam nadzieje, że czytało się go ciekawie :) 

Rozdział dziesiąty

Aya denerwowała się, jak nigdy wcześniej. Sarota zresztą też. Obie przeżywały fakt, że za dziesięć minut miały odbyć się przesłuchania do szkolnej sztuki, chociaż każda z innego powodu.
Aya, ponieważ był to jej pierwszy casting w życiu i, mimo że zawsze miała mocną wiarę w siebie, nagle wszystko wydało się jej niepewne, nawet to, czy poradzi sobie z rolą. Sarota natomiast, miała o wiele poważniejszy powód do stresu, gdyż w sali gimnastycznej, gdzie zorganizowano to wszystko, weszła właśnie jej koleżanka Nakama. Jej poważne, świdrujące na wylot tęczówki uświadomiły Sarocie, iż za chwile zjawi się tutaj także Hideo i oboje będę oczekiwali od niej innej decyzji. Czuła, że znalazła się na rozdrożu, a wybranie konkretnej drogi przypłaci nieuniknionymi konsekwencjami. Tylko co poświęcić? Wieloletnią przyjaźń czy sympatie chłopaka, który budził w niej zachwyt? Wydawałoby się, że odpowiedź jest prosta, ale nie dla Saroty.
Tymczasem, Aya stała za drzwiami do sali i nerwowo krążyła tam i z powrotem. Nieświadomie ściskała w dłoniach scenariusz podarowany jej w sekretariacie, a który miał pomóc w przygotowaniach do castingu. Oczywiście mierzyła wysoko i walczyła o główną rolę.
Żałowała, że nie ma w tym momencie Yumi. Liderka potrafiła niekiedy zdołować człowieka, ale w wyjątkowych sytuacjach, z mistrzowskim wyczuciem sprawdzała się w roli przyjaciółki od serca. Niestety nie mogła, gdyż to wymagało zostanie po lekcjach, a casting wypadł we wtorek. Ten dzień „Ślicznotki” poświęcały od lat na wizyty w SPA i miało się to nigdy nie zmienić, nawet dzisiaj. Aya to rozumiała.
Nagle, ktoś brutalnie zderzył się z nią ramieniem. Dziewczyna zachwiała się w tył, ale w porę podtrzymała się rękoma i usiadła na ziemi.
Na widok Hideo, leżącego tuż przed nią, krew uderzyła jej do głowy jak wybuch wulkanu. Miała ochotę rozszarpać go na maleńkie kawałeczki, a te następnie podeptać z furią. Czego tu szukał ten młokos? Nawet dzisiaj nie mógł dać jej świętego spokoju? Musiała przyznać, że przed ostatnie dwa dni trzymał się z boku, ale wiedziała, że dyskretnie jest przez niego obserwowana. Powoli traciła cierpliwość.
— Ty palancie! — zawrzała — Patrz jak chodzisz!
— Przepraszam — wymamrotał chłopak ze skruchą i zaczął w pośpiechu zbierać papiery, które wypadły mu z teczki. Najpierw, intuicja Ayi podpowiedziała, że nie jest to jego naturalnie zachowanie, ale szybko wygasła, gdy jedna z ulotek, niby przypadkiem, znalazła się tuż obok jej kolana.
Otworzyła oczy ze zdumieniem, a potem wzięła ją do ręki.
— „Perełki Imamury fundamentem współczesnej, japońskiej sztuki teatru”. — Przeczytała na głos, by następnie spojrzeć na Hideo z zaniemówieniem. — Interesujesz się Imamurą? — wyszeptała głosem pełnym natchnienia.
Hideo początkowo zdrętwiał. Tylko przez ułamek sekundy istniała możliwość zobaczenia drobnego uśmieszku, który pokrył jego usta z sarkastycznym wyrazem zwycięstwa. Kiedy jednak podniósł głowę na Ayie, twarz chłopaka była co najwyżej spokojna.
— Tak, dlatego przyszedłem na ten casting. — Skinął głową w stronę drzwi. — Może sztuka Saroty nie jest mistrzowska, ale chciałbym spróbować w niej zagrać.
Panienka Enoki była porażona odkryciem, iż chłopak, którego nienawidziła, okazał się mieć podobne zainteresowania. Z tego powodu, jeszcze przez chwile milczała niczym zaklęta. On jednak dawał jej potrzebny czas, nie zamierzając się ruszyć, chociaż pozbierał już swoje rzeczy.
— Nie wiedziałam… — odezwała się schrypniętym głosem. Hideo wstał i wyciągnął rękę, by pomóc jej zrobić to samo. Bez oporu podała mu dłoń i dźwignęła się do pionu. — Naprawdę interesujesz się Imamurą?
— Dlaczego wciąż pytasz? Też go znasz? — Udał zaskoczenie.
Kiwnęła głową, zaciskając wargi.
— Czy go znam? Ja go wielbię! — zawołała. Szybko jednak uświadomiła sobie, że fakt ten należał do ściśle tajnych sekretów jej życia, więc dodała błagalnie. — Obiecaj, że nikomu nie powiesz.
Hideo żachnął się.
— A skąd! My koneserzy sztuki powinniśmy się trzymać razem, prawda? — Puścił do niej oczko i wyminął, kierując się w stronę sali. Aya odwróciła się za nim, ale wciąż stała w miejscu. Nagle, Hideo Abukara objawił się jej w zupełnie nowym, wspanialszym świetle.

***

Sarota była wykończona do granic możliwości po odbytym castingu. Przesłuchania skończyły się po dwugodzinnej mordędze, gdzie była skazana na marne popisy aktorskie ludzi, którzy sądzili, iż mogą zdziałać coś na scenie. Niestety nie mogli.
Z tego względu, z czystym sumieniem uznała, że Aya Enoki faktycznie ma talent, a wczuwanie się w bohaterkę sceniczną wychodziło dziewczynie znakomicie.
Mimo to, Sarota odczuwała z tego powodu złość. Wciąż pamiętała, jak Aya obeszła się z nią, kiedy wysłała miłosnego esemsa do Ryu. Do teraz czuła na sobie pogardliwe spojrzenia reszty klasy na sobie, gdy wiadomość obiegła ich telefony. Przysięgła sobie wówczas, że nie wybaczy tego nigdy tej podłej „Ślicznotce”. Lecz cóż miała zrobić?
Z niewiadomych powodów Hideo właśnie z nią chciał zagrać, a i jej talentu nie dało się zakwestionować, toteż Sarota wiedziała już, jakiego dokonać wyboru.
Ledwie zawiesiła po półgodzinnej naradzie z resztą yuri kartę z wynikami, a musiała usunąć się w tył, by ratować się przed stratowaniem. Nigdy nie podejrzewałaby, że w szkole jest aż tylu chętnych do zagrania w sztuce. Prawdę mówiąc, imponowało jej to.
Usunęła się w cień, dyskretnie obserwując, jak Aya Enoki przepycha się na przód i staje przed wynikami. Przez chwile palec dziewczyny błądził między nazwiskami, aż jej usta pokryły się uśmiechem szczęścia i niedowierzania zarazem.
Sarota zacisnęła do białości usta. Jeszcze się zemści na tej dziewczynie, wprawdzie nie wiedziała jak, ale była pewna, że coś sensownego przyjdzie jej do głowy. Niech sobie Aya wcale nie myśli, że Sarota puściła jej wszystko płazem i dlatego dała główną rolę. O nie! Sarota zrobiła to tylko i wyłącznie dla Hiedo!

***

Głośny pisk radości rozniósł się po małej, przytulnej lodziarni. Aya Enoki właśnie dzieliła najpiękniejszy dzień życia wraz z resztą dziewczyn. Yumi dotknęła jej dłoni z miną wyrażającą pełnie dumy, jaką tylko może odczuwać osoba, która patrzy jak jej dziecko zaczyna dorastać.
— Mówiłam ci, że rozwalisz konkurencje na miazgę! — powiedziała.
Aya zarumieniła się skromnie, w duchu odczuwając przyjemne łaskotanie komplementu.
— Och, to nic takiego. Nie ma tu mowy o żadnej konkurencji, reszta była po prostu słaba.
— Naprzeciw ciebie, na pewno! —  zawołała Nana entuzjastycznie, a poparł ją śmiech reszty.
Przystojny kelner przyniósł im na tacy cztery porcje wyśmienitych, kolorowych lodów, które zaczęły pałaszować ze smakiem. Pogoda w Osace z każdym dniem była coraz lepsza, nagradzając mieszkańców metropolii intensywnymi promieniami słońca. Za szybą lodziarni rozciągał się widok na rząd sklepów przed którymi rosły przepiękne wiśnie obsypane białym kwieciem.
Aya westchnęła z zachwytem. Dzisiaj wszystko wprawiało ją w radosny nastrój.
— Jest tylko jedna wada — odezwała się, opierając z rozmarzeniem podbródek na dłoni. — Rolę męską dostał Hideo.
Liderka i jej dwie poplecznice zamarły ze zdziwienia.
— Nie wiedziałam, że on interesuje się sztuką — powiedziała Yumi, oblizując łyżeczkę z zastanowieniem.
— Ja też nie, aż do wczoraj, kiedy przyszedł na casting. — Aya kiwnęła głową, potwierdzając tym samym, że dla niej to również zaskakująca nowina. — I, co gorszę, zachowywał się przyzwoicie. No wiecie, żadnych durnych komentarzy, naiwnych prób podrywania mnie. Gdyby zachowywał się tak od początku, może bym po polubiła.
— Zwariowałaś!? — Yumi skrzywiła się. — Obiecałaś, że mnie z nim umówisz, a nie, że zmienisz zdanie.
Usta panienki Enoki drgnęły w uśmiechu.
— Sama mi mówiłaś, że powinnam w końcu przed kimś otworzyć serce — zauważyła sprytnie.
Liderka przewróciła oczami.
— Ale nie dla mojego Hideo!
— Och daj spokój! — złapała przyjaciółkę za rękę. — Naprawdę czuje, że nie znałam go od tej lepszej strony. Teraz on zaczyna mi się podobać.
Przez chwile mina Yumi nie wyrażała niczego dobrego, ale już po chwili prychnęła łaskawie.
— Niech ci będzie! Ale zapamiętaj sobie moją dobroć, na wypadek gdyby przyszło ci do głowy mnie zdradzić, rozumiesz? — Pogroziła jej łyżeczką.
Aya roześmiała się z wdzięcznością.
Właśnie wtedy, zgodnie z typowym zbiegiem okoliczności, zadzwonił jej telefon. Sięgnęła po niego do kieszeni i otworzyła szerzej oczy.
— Jakiś nieznany numer — szepnęła, a potem z wahaniem wcisnęła zieloną słuchawkę, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie matka. Słysząc po drugiej stronie chłopięcy głos, przybrała jeszcze bardziej zdziwiony wyraz. — Hideo? — Mówiąc to, ściągnęła na siebie uwagę dziewczyn.
— No cześć, możesz rozmawiać?
— Właściwie… — Zamieszała łyżeczką w pucharku. Lody powoli zaczęły topnieć. — … tak.
— Świetnie! — Usłyszała po drugiej stronie wesoły głos. — Widzisz, długo myślałem o tym, że też lubisz Immamurę. Wiem, że mnie nie znosisz, ale przyszło mi do głowy, że może wybierzemy się razem na jedno z jego przedstawień?
Aya wstrzymała oddech. W ułamku sekundy myśli dziewczyny eksplodowały i nie mogły złączyć się do kupy. Chciała i nie chciała jednocześnie tego robić. Kłóciła się sama ze sobą wewnętrznie, sprzeczając o to, że Hideo Amura jest totalnym palantem, niezasługującym na niczyją uwagę, z głosem upierającym się, by dała mu szansę. Przecież nie znała nikogo kto jeszcze podziałałby jej zainteresowania.
— Nie jestem pewna — odezwała się po chwili milczenia. Przyjaciółki wbijały w nią, ostre jak igły, spojrzenia, do granic wytrzymałości zainteresowane jej rozmową z chłopakiem.
— Aya, proszę cię. Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Kiedy jakaś dziewczyna zaczyna mi się podobać odbija mi i to zdrowo. Masz mnie za kretyna, ale zależy mi na tym, abyśmy poznali się lepiej. Bilety Immamury są już wyprzedane, a ja mam nawet wejściówki za kulisy. Nie powiesz mi chyba, że nie chciałabyś go zobaczyć na żywo?
— Jak udało ci się je zdobyć? — zapytała, dotykając oszołomieniem skroni. — Przecież kosztują majątek!
— Jeżeli się kogoś naprawdę podziwia, to nie patrzy się na pieniądze. On jest tego wart.
Aya poczuła silną pokusę, by przyjąć zaproszenie. Ścisnęło ją w gardle, gdyż właśnie znalazła się w sytuacji, w której nie wiedziała, co jest właściwe. Słysząc jednak, że zaczyna jej padać bateria, w przypływie impulsu, powiedziała:
— Dobra, ale to nie randka, rozumiesz?
Po drugiej stronie rozbrzmiał śmiech.
— Jasne, wyśle ci szczegóły spotkania. Trzymaj się.
Dokładnie w tym momencie telefon Ayi kompletnie padł. Westchnęła, odkładając go na stół. Nie dane jej było zaczerpnąć oddechu, gdyż przyjaciółki rzuciły się na nią niczym sepy na padlinę. Przez dziesięć minut została zmuszona do relacjonowania całej rozmowy oraz analizowania tego, co się stało. Przyjaciółki okazały się zachwycone, chociaż Aya nie wspomniała o Immamurze, zastępując je wersją o wypadzie do kina. Wszystkie trzy były zgodne, że panienka Enoki umówiła się na randkę i nie dały się przekonać, że jest inaczej. Zresztą, nawet Aya powoli zaczęła wątpić, iż ten wieczór z Hideo niczego nie zmieni.

***

Hideo zatrzasnął właśnie klapkę od telefonu, gdy z dołu dobiegło go nawoływanie jego imieniem. Czuł w duszy przyjemne ciepło z powodu zwycięstwa, a jednocześnie gorycz wypełniania ojcowskiej woli.
Niechętnie, z dużym ociąganiem zszedł ze schodów. Drzwi do restauracji były otwarte na oścież, a w progu stała Sarota wraz z matką. Ich twarze wykrzywiał podobny wyraz zdziwienia w obecności osoby trzeciej – młodego kuriera z kartką w ręku, bezradnie czekającego, aż ktoś łaskawie przyjmie odbiór przesyłki.
— Coś się stało? — zapytał Hideo.
— To… ten pan twierdzi… to… ta przesyłka jest dla ciebie. — Ruri wskazała na mężczyznę palcem w takim stylu, jakby miała do czynienia z jakąś zjawą.
Chłopak od razu zrozumiał o co chodzi i uśmiechnął się z rozbawieniem.
— No tak, chodzi o motor? — Skierował się z tym pytaniem do kuriera, który odetchnął z ulgą na widok kompetentnej osoby. Kiwnąwszy głową, wyciągnął z nadzieją kartkę.
Hideo bez wahania odebrał z jego ręki długopis i złożył w wyznaczonym miejscu podpis.
— Motor? — Sarota obrzuciła go zszokowanym spojrzeniem. — Chyba żartujesz?
— Ależ skąd! — Pokręcił głową. — Prezent od ojca. Przecież muszę mieć czym wracać ze szkoły.
— O matulu kochana! — Ruri załamała ręce, kiedy z ciężarówki wypakowano olbrzymie pudło. Żeby postawić je na ziemi, musieli użyć specjalnego urządzenia na kółkach. — Gdzie my go przechowany? Toż dla nas już mało jest miejsca!
— Niech się pani nie martwi. — Hideo z trudem ukrył ironiczne rozbawienie. — Wystarczy mi, jak postoi przed restauracją. Nie boje się złodziei.
Przez następne dziesięć minut był pochłonięty rozpakowywaniem. Zdarł najpierw tekturowe pudło, a potem szarpał się z folią bąbelkową. Rzuciwszy na bok instrukcje obsługi wraz z kartą gwarancyjną, przyjrzał się z uwielbieniem olbrzymiej maszynie. Czarny lakier stylowo odbił promienie słońca, jakby dla podkreślenia swej jakości.
— Przepiękny, prawda? — Pogładził najnowszy nabytek z czułością godną okazania domowemu pupilowi. Sarota kiwnęła głową, chociaż nie wiedziała, co powiedzieć. Ona sama, podobnie jak matka odczuwała mały zachwyt na widok maszyny, która pochłaniała życia milionów Japończyków każdego roku.
— Tylko nie szalej mi na tym motorze, rozumiesz? — Ruri popatrzyła na chłopaka groźnie. — Ani myślę tłumaczyć twojemu ojcu, czemu policja zbiera cię w kawałkach z ulicy!
— Myślę, że będzie sobie wówczas sam winien. Mówiłem już, to prezent od niego.
Ruri przewróciła oczami i, wznosząc jeszcze kilka lamentujących słów, skryła się w kuchni.
— Zamierzasz tym jeździć, teraz? — Sarota gwałtownie drgnęła, gdy chłopak zarzucił nogę i przekręcił rączkę kierownicy, uruchamiając silnik.
— Pewnie. Wsiadasz?
— W życiu! — Cofnęła się blada jak ściana. — Jeździłeś kiedyś na czymś takim? 
— Żeby to raz! — Żachnął się z pewną siebie minął i ruszył z kopyta, pozostawiając po sobie wznieconą mgłę kurzu. Sarota zakaszlała ostro, a potem odwróciła się z siebie w nadziei, że go jeszcze zobaczy. Nic z tego, zniknął w dali ulicy.

...........................................................
Najprawdopodobniej będziecie zawiedzeni, że to nie "Serce Morza" :D No, ale tak, jak mówiłam, muszę skończyć i to opowiadanie, dlatego przepraszam. W każdym razie, dam szybciej nowy odcinek SM. Pozdrawiam :)